Erotyczne uniesienie - o skutkach niezabezpieczonego seksu

www.pixabay.com
Tekst ten przeznaczony jest dla osób pełnoletnich.

Chociaż nie zgadzam się z powyższym zdaniem, zamieściłem je, by nie urazić niczyich przekonań. Nie oszukujmy się. Osoby poniżej 18go roku życia robią TO!

Od dłuższego czasu pewien temat chodzi mi po głowie. Bez zbędnego wstępu zdradzę, że mówić będę o dzisiaj zakażeniach (innymi niż HIV) infekcjami przenoszonymi droga płciową (ang. sexually transmitted diseases - STD lub sexually transmitted infections - STI). Brzmi skomplikowanie i lekko strasznie? Nazwa jak każda inna. Trzeba się z nią oswoić :) . STI są powszechne i mogą spotkać każdą osobę uprawiającą seks. Problem w tym, że za mało się o nich mówi. Taka jest moja opinia. Prowadząc szkolenia z zakresu bezpieczniejszych zachowań staram się zawsze porozmawiać o zamiecionej pod dywan kile czy rzeżączce. Okazuje się, że podejście do tych bakterii jest bardzo… delikatnie mówiąc - dziwne. Z jednej strony wiemy o ich istnieniu (mniej lub więcej), z drugiej uważamy, że nas nie dotyczą. Za wyłączne zagrożenia płynące z erotycznych uniesień postrzegamy niechcianą ciążę i „przerażający" HIV. Chociaż o tym drugim tez zazwyczaj nie chcemy myśleć. Zapominamy również o dodatkowym ryzyku, które podejmujemy decydując się na współżycie bez użycia prezerwatywy.

Wydaje mi się, że problem ten jest szczególnie ważny latem. Czemu ta pora roku ma wpływ na rozprzestrzeniania się wspomnianych wirusów i bakterii? Wakacyjne miłości, alkohol i beztroska nie pomagają w zabezpieczaniu się. Często trudno nam dopuścić do siebie świadomość, że tak wspaniałe (mam nadzieje) doznania cielesne mogą mieć później przykre konsekwencje. CO WAŻNE - Nie chcę nikomu tej „magii” zabierać. Seks jest dla ludzi! Zgodnie z filozofią redukcji szkód – nie oceniam żadnych (zgodnych z prawem) form zaspokajania swoich potrzeb. Chcę jedynie pokazać, jak robić to bezpieczniej. Jak robić to, by wspomnianych szkód było jak najmniej.

Zacznijmy od tych infekcji przed którymi chroni nas prezerwatywa – dobrze założona (wg. instrukcji), dobrana rozmiarem oraz grubością (!), odpowiednio wcześniej przechowywana (nie w portfelu czy tylnej kieszeni spodni) z aktualną datą ważności, nieprzerwaną wcześniej strukturą oraz znaczkiem jakości CE. Sporo informacji, ale chyba warto wiedzieć, czy to co zakładamy będzie skuteczne, czy nie.

Co ważne – prezerwatywy NIE mają mikroporów, które przepuszczają plemniki czy wirusy :) . Takie błędne informacje można znaleźć na kilku popularnych (głównie niestety katolickich) portalach internetowych.

KIŁA - na biologii w szkole podstawowej nazywano ją z łaciny „syfilisem”. Źródła infekcji mogą znajdować się w okolicach narządów płciowych, odbytu lub gardła – dlatego warto pamiętać o zabezpieczeniu podczas każdego rodzaju seksu. Przez kilka lat od zakażenia możemy nie być tego świadomi. Możemy nie mieć żadnych objawów, co nie oznacza, ze bakteria nie zadomowiła się w naszym organizmie. ]

RZERZĄCZKA – mylona często z zapaleniem cewki moczowej. Na szczęście (!) w wielu przypadkach zakażenia odczuwamy ból i z powodu tego dyskomfortu udamy się po pomoc do lekarza. Drogi zakażenia podobne są jak w przypadku kiły. Leczenie jest niezwykle proste i polega przeważnie na podaniu opisanej w 1897 roku penicyliny lub podobnych antybiotyków domięśniowo.

WIRUSOWE ZAPALENIE WĄTROBY – kiedyś bardzo popularny był wirus typu A – tak zwana „żółtaczka pokarmowa” – to najmniejsze zmartwienie, bo zwykle pomaga dieta i odpoczynek (niekiedy w szpitalu). Typ B i C wirusa są groźniejsze i niestety bardziej żywotne od HIV, co znaczy również to, że łatwiej się nimi zakazić. Leczenie jest trudne i przewlekłe.

WIRUS OPRYSZCZKI – podzielony na dwa podtypy: HSV-1 dotyka okolic twarzy (tzw. „zimno”), HSV-2 atakuje okolice narządów płciowych. Niestety prezerwatywa nie chroni w 100% przed infekcją, ponieważ swą powierzchnią może nie obejmować wszystkich miejsc zakażonych.

HPV - niebezpieczny zwłaszcza dla kobiet wirus brodawczaka ludzkiego.Są to zmiany skórne w postaci np. brodawek. Leczenie jest skuteczne u około 50% zainfekowanych a sama prezerwatywa nie chroni całkowicie przez przeniesieniem się wirusa na drugiego człowieka.

INFEKCJE SKÓRNE – zaliczane do wenerycznych, chociaż można się ich nabawić oczywiście również w kontaktach pozaseksualnych. Chciałbym tu przywołać wszystkim znane (przynajmniej z nazwy) wszy łonowe oraz świerzb. Te pierwsze są mniej problematyczne, jednak w aptekach praktycznie nie ma środków je zwalczających. Farmaceutycznie ogarniamy tylko wszy atakujące głowę, zapominając o włosach na reszcie ciała. Na świerzb najbardziej skuteczne są środki na receptę, a leczenie obejmuje również gruntowne pranie odzieży, pościeli i ręczników (w wysokich temperaturach!).

Oczywiście istnieje wiele innych infekcji mogących przenosić się drogą płciową, a te powyżej wspomniane nie zostały opisane szczegółowo. Dokładnych informacji należy szukać u edukatorów HIV/AIDS, STI, lekarzy ginekologów, zakaźników, wenerologów czy seksuologów. Polecam również ulotki produkowane przez organizacje pozarządowe lub agendę SMZ – Krajowe Centrum as. AIDS.

Na koniec zależy mi na tym, byś dobrze zrozumiał/zrozumiała moją motywację do dzielenia się powyższymi informacjami. Tekst ten nie miał za zadanie obrzydzić doznania cielesne. Chciałem tylko zachęcić do rozwagi, zabezpieczania się, testowania (!) i przede wszystkim rozmowy. Rozmowy o tym, co dotyczy większości z nas, a często podciągane jest niestety do moich „ulubionych” tematów TABU.
Trwa ładowanie komentarzy...